14. TO JA
Dzięki krótkiej terapii, udało mi się poukładać pewne sprawy i znaleźć sobie odwagę na opowieści, łzy i nowe kroki. Wracam dzisiaj tam skąd uciekłam. Tam gdzie jest moje miejsce, którego od siedmiu lat nie potrafię znaleźć.Nie musiałam pakować zbyt wiele rzeczy, ponieważ sama nie wiem czy tam zostanę. Nie wiem co powiem, ani co i kogo tam zastanę, ale decyzja już zapadła i nie zamierzam się teraz wycofać. Ruszamy w drogę.
*
Czuję się, jakbym zmartwychwstała. Przechodząc przez zaułki ten małej miejscowości, czułam na sobie ukryte spojrzenia pozamykane w domach, wyglądające zza okien i peszące się na ich odwzajemnienia. Nie wiem, czy tak bardzo się zmieniłam i czy ta 18-nastoletnia Tosia jeszcze przypomina mnie, czy może po prostu wyróżniam się na tyle, że ludzie nie potrafią się powstrzymać. Może już tu nie pasuje. Małe miasteczko, w którym mało się dzieje, we wszystkim widzi atrakcje dnia. No cóż, chyba będę musiała się przyzwyczaić na nowo.
Wcale nie czułam, że minęło aż tyle czasu. Wszytko pozostało takie jakim je zostawiłam. Te same bloki, twarze, napisy na murach. To samo podwórko, ta sama ławka, te same drzwi. Tylko moja ręka trochę starsza, dojrzalsza, spokojniejsza.
Tak samo jak ostatnim razem kiedy stałam przed tymi drzwiami, tak samo teraz, wahałam się. Zastanawiałam się, jak to się stało, że trafiłam dziś właśnie tutaj. Czemu nogi nie zaprowadziły mnie w inne miejsce. Widocznie tak miało być. Widocznie to jest mój cel.
Zapukałam w drzwi. Raz. Nie słyszałam żadnych kroków. Zapukałam drugi. Nic. Zaczęłam się denerwować. I gdy miałam pukać trzeci raz, otworzyły się drzwi. To co ujrzałam, sprawiło, że ugięły się pode mną nogi.
-Ja...eemmm...ja...
-Tosia. Wejdź proszę. -Skąd wiedział, że to ja? Przecież... Tośka, głupku. Serio, nie zmieniłaś się aż tak bardzo. Ciągle sterczą ci te rude włosy, mimo tego iż dziś je spięłaś. Jakbyś przyszła w rozpuszczonych to może ktoś by się zawahał, ale tak to nie ma co się dziwić. Głupia.
-Ja... Zupełnie nie wiem co powiedzieć.-Gdy weszłam do środka, nie tylko ujrzałam tam tatę, ale i Tomka, Olka..., Julka i całą resztę. Nic się nie zmienili. Ciągle te same głupkowate miny.
-Weź nic nie mów, weź się przytul.-Jak mi tego brakowało. Jak mi brakowało własnego ojca, którego tak bardzo kiedyś znienawidziłam. Zawsze wiedział, co powiedzieć, żeby było dobrze. W jego ramionach, w końcu mogłam spokojnie wziąć oddech wypuszczając całe to nieszczęście.
-Olek.-Nic nie mówiąc podeszłam i przytuliłam, a on przytulił mnie. Tak się zawsze o mnie troszczył. Dobrze było znów poczuć go blisko.
-Julek, za tobą chyba też się stęskniłam, choć trudno w to uwierzyć. -Wszyscy parsknęli śmiechem. Powietrze zrobiło się jakieś takie lżejsze.
-Tome... Tato.-Chciało mi się płakać i czułam, że na tą bliskość brakuje mi już sił, ale nie mogłam się tak poprostu poddać. Podeszłam powoli, a on objął mnie tak, jakby nigdy nie stało się nic złego.-Przepraszam. Przepraszam ciebie i ciebie i was wszystkich. Gdybym tylko mogła cofnąć czas.
-To my przepraszamy ciebie. Okłamaliśmy cię wszyscy, a potem zostawiliśmy na pastwę losu.
-Nie, to moja...-Olek, ten jeden raz dziękuję ci, że mi przerwałeś.
-To niczyja wina. To po prostu tak miało być. A teraz cieszmy się. A te twoje rude włosy są chyba bardziej rude niż te siedem lat temu.


Comments
Post a Comment