8.SŁOWO PIŁKARZA

 -Dzień dobry, Antosiu. Jak się czujesz, po ostatnim spotkaniu?

-Chyba lepiej. Jakoś tak lżej.

-Czy chciałabyś opowiedzieć mi co zdarzyło się później?

*

Pukając do drzwi, nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, ale nie miałam wyjścia, już nie miałam do kogo się odezwać.

-Tosiek? Co ty tutaj robisz? Coś się stało?

-Tosia. Od dzisiaj. Siemanko, trenerze. - głos łamał mi się w pół uśmiechu.

-Tosia... ja wiem, że dobrze nam się razem trenowało, ale już nic nie da się zrobić. Za stary już jestem. To nie lada wyczyn ogarnąć drużynę rozwydrzonych gówniar. Teraz niech nowy trener sobie z wami ... Nie po to tu jesteś, prawda? - Ja nie wiem jak ten człowiek to robi, że wie wszystko zanim cokolwiek z siebie wyduszę. Niesamowite. Nawet mój własny adopcyjny ojciec tego nie potrafi.

-No, jakby to ująć, nie po to.

-O co chodzi? Gadaj Tośka. Śmiało!

-Czy ja mogę sobie u pana kimnąć na parę dni, dopóki czegoś sobie nie znajdę? Ja wiem, że to trochę tak głupio, wie pan, ale to tylko na trochę, obiecuję! Słowo piłkarza trenerze! Starczy mi nawet podłoga.

-Dobra Tośka, właź. Zadzwonię do twojego ojca, żeby go poinformować.

-Nie! Nie ma takiej konieczności. On już wie. Poza tym, jestem już pełnoletnia.

*

-Chyba miałaś bardzo bliski kontakt z trenerem. Traktowałaś go jak przyjaciela?

-Na pewno był dla mnie kimś ważnym. W końcu trenował naszą drużynę odkąd pamiętam. Treningi pięć razy w tygodniu plus mecze sparingowe i turnieje weekendowe. Spędzałam z nim więcej czasu niż z moim biologicznym ojcem. Gdy któraś z dziewczyn miała jakiś problem to od razu to zauważał, ale musiał być też ostry, byśmy mu nie weszły na głowę. 

-Był dla ciebie jak drugi ojciec. Długo u niego pomieszkiwałaś?

*

Ja wiem, że oni mogą się o mnie martwić, ale czy ja mogłabym sobie chociaż pospać. Ludzie! Przecież ja mam wrażliwe uszy.

-TOŚKA! TOŚKA! WIEM, ŻE TAM JESTEŚ! WYŁAŹ!

Ja wiem, że ja może baba, ale jestem dorosła? No jestem. To niech przestaną się zachowywać, jakbym ciągle była małym dzieckiem, do jasnej cholerki.

-TOŚKA! Liczę do pięciu i jak nie wyjdziesz to sam wejdę!

Słysząc skrzypiące schody, zaczęłam zrywać się z łóżka. Już wiem, że trener nie będzie zadowolony. Ani trochę. Już nie mówiąc o jego żonie i dzieciach.

-Tosia, wyjdź proszę do nich, bo wszystkich pobudzą. Poza tym, nie powiedziałaś mi prawdy, nie chcę mieć problemów. W co tyś się wpakowała?!

Moja mina była wystarczająco wymowna, żeby nic nie mówić. Sto słów w jednym spojrzeniu. Po kim ja to mam? Teraz już sama nie wiem.

-Czego chcesz Olek?

-Tosia, wróć do domu. Wszyscy się o ciebie martwimy. Nie spałem pół nocy.

-Bez przesady, już się tak nie użalaj nad sobą. Uwierz mi, że ja też nie spałam. A do domu nawet nie myśli mi się wracać. Nie jestem sierotą... chociaż w sumie, to jestem, ale dam sobie radę bez tego teatrzyku i udawania idealnej rodzinki. 

-Jakbyś była taka dorosła jak mówisz, to byś to wszystko po ludzku załatwiła, a nie uciekała jak jakiś tchórz!

-Tchórz? Ja? Nazwij tchórzem tych, co nie byli w stanie spojrzeć mi w twarz i powiedzieć prawdę. Swoją drogą, nie wiem dlaczego jesteś tu ty, a nie mój adopcyjny tatuś. 

-TOŚKA, ogarnij się. Wszyscy chcą ci pomóc, więc przyjmij tą pomoc. Dorośnij skoro mówisz, że już jesteś taka samodzielna.

-Weź skończ mi tutaj matkować! Myślałam, że chociaż na ciebie mogę liczyć, że staniesz po mojej stronie, że zależy ci na mnie. Nie chcę cię więcej widzieć! NIGDY! 

*

-Wraz z trzaśnięciem drzwiami, ukazała mi się twarz trenera trzymającego w jednej ręce telefon, a w drugiej moje rzeczy. Wiedziałam, że poinformował ojca gdzie jestem, a  w dodatku wyrzucił mnie ze swojego domu. Zrozumiałam. Okłamałam go. Jednak jest to kolejna osoba, na której się zawiodłam. Zostałam z tym wszystkim sama.

Comments

Popular Posts