10. PATRZ PRZED SIEBIE. ZBIEG OKOLICZNOŚCI
-Antosiu, czy myślałaś kiedyś o tym jak bardzo troszczyli się o ciebie twoi bliscy zanim dowiedziałaś się o adopcji?
-Kiedyś myślałam, że byli moim wszystkim, i ja dla nich, ale ta myśl zniknęła gdy dostałam list z dokumentami w dniu moich 18-nastych urodzin. Mój ojciec... adopcyjny, kiedyś wydawało mi się, że pomimo niewielu słów, mieliśmy swój język. Teraz wiem, że to była po prostu cisza spowodowana brakiem pokrewieństwa.
-A co z Olkiem? On przecież zawsze posiadał inny genotyp, a jednak był twoim przyjacielem od zawsze.
-Olek, to... to zupełnie co innego, to długa historia, to zamknięty temat.
-No dobrze, skoro tak twierdzisz. Odpowiedź mi w takim razie o nowym trenerze. Jak się z nim dogadywałaś?
*
-Wchodź Tosia, śmiało. -Udając pewną siebie szybko przeszłam przez próg nie patrząc się za siebie lecz czując intensywny wzrok Olka, ukrywającego się za płotem.
-Skąd pan tyle o mnie wie? Nie mieliśmy ani jednego treningu z panem. -Ja nie wiem kiedy to ja się taka oficjalna zrobiłam.
-Tomek. Mówi mi po imieniu. -Dziwnie, że tak od razu niż na "ty" przechodzi, ale w sumie to i dobrze, bo nie miałam bladego pojęcia jak na typka wołać. -A no widzisz, musiałem najpierw poznać całą drużynę od podszewki, żeby wiedzieć w co się pakuję. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
-Nie no, co Pan... Ty znaczy, ty. Ale wzięłam Pana za totalnego freak'a eh, w końcu nie często ludzie obserwują mnie zza krzaków!
-A, to... przepraszam, ciekawość wzięła górę i zmieniłem się w detektywa futbolowego. - Tsaaa, jakoś dziewczyny się nie skarżyły na gości wyglądających zza drzew, chociaż w sumie ona nigdy mi się nie zwierzają.
-Trenerze ja...
-Tomku, Tomku.
-Tomku, ja nie powiedziałam ci prawdy. Mój ojciec - chciałam ugryźć się w język ale jakoś nie byłam w stanie mimo iż to słowo ledwo przeszło mi przez gardło. - mój ojciec adopcyjny nie wie gdzie jestem, ale nie mogę wrócić do domu, nie chcę. -Głos łamał mi się w pół, łzy napłynęły do oczu.
-Spokojnie Tosia, już dobrze, możesz tu zostać, zadzwonię do twojego ojca... adopcyjnego i wszystko się jakoś ułoży.
*
-Szybko zdobył twoje zaufanie prawda?
-Tylko on przyjął mnie z otwartymi rękoma. Nikt mnie nie wsparł jak Tomek.
*
Podałam numer do ojca i gdy Tomek starał się go uspokoić, ja lokowałam się w pokoju na poddaszu przy okazji uspokajając samą siebie. Starałam się odwrócić swoją uwagę patrząc na porozwieszane na ścianach fotografie. To dziwne widzieć narodziny jego dziecka, kobietę, która je urodziła, a jednocześnie nie widzieć ich dookoła siebie. Dom wydaje się taki pusty. Patrząc na akt urodzenia dziecko powinno być dokładnie w moim wieku. Zadziwiające. Tomek wygląda dużo młodziej niż mój ojciec. Nawet zakładając, że byłam adoptowana, gdy moi rodzice byli już grubo po trzydziestce i tak jakoś nie kalkuluje mi się w głowie.




Comments
Post a Comment