5.NOWE IMIĘ. 7 LAT PÓŹNIEJ

     Coś we mnie pękło. Pękło jak ten urodzinowy balon nadmuchany do granic możliwości. Boom. Tego dnia w powietrze uniósł się zapach rozdzieranej gumy drapiącej wszystkich w podniebienia, a cisza echem skakała po meblach, jak ten małpi gaj przed chwilą tętniący życiem. Nie było łez, nie było krzyków, nie było pytań ani odpowiedzi. Z początku tylko śmiech widowni, który trwał nie dłużej niż ten znienawidzony dzwonek do drzwi, lecz moja powaga została już na zawsze. Tego popołudnia słońce roztrzaskiwało szyby siłą budząc wiosnę do życia, a ja chciałam tylko by znów spadł śnieg i wtulił mnie w sen zimowy. 
     Żart. Nie rozbawił mnie wcale. Spojrzałam na wiszące na ścianie medale, które stale brzęczały mi w uszach uderzając o siebie jakby w rytm zegarowy, jakby odliczając czas do nie wiadomo czego. Żal mi tego wszystkiego, ale siebie samej chyba najbardziej. Dzień, który miał być początkiem, okazał się także końcem. Końcem przyjaźni i końcem mnie samej, chcącej iść dalej, nie patrząc już za siebie. 
     Godziny prób zrozumienia i wyjaśnienia, że miało być zabawnie, że ojca mam przed sobą biologicznego, na nic się zdały. Po dziś dzień w noce problem mam nie mały, śnią mi się koszmary, że zajmuje miejsce kogoś, kto nie wie, że został oszukany. Rozpuszczone włosy i buty na obcasie wciąż wydają mi się obce, ale sportowe też jakoś mało dobrze. Tożsamości swojej szukam pisząc na kartkach niedbale, a do nie lada sztuka ubrać w słowa coś o czym nie mówi się wcale.

-Co panią do mnie sprowadza?

-Ja... nie wiem od czego zacząć. Zupełnie się pogubiłam. Tosiek Antonina, tak mam na imię...


Comments

Popular Posts