1.CHCĘ BYĆ KOBIETĄ!
Typowo. Mój ojciec bardzo chciał mieć syna,
ale mu nie wyszło, a że po śmieci mojej matki nie związał się z inną kobietą,
to niestety nie było na kogo zrzucić obowiązku budowania z nim więzi na
zasadzie "ojciec - syn". Nie nie nie, nie myślcie sobie, że się
pomyliłam. Nie mówię tutaj o relacji "ojciec - córka", ale właśnie
"ojciec - syn". Tak naprawdę to częściej ludzie widząc naszą rodzinkę
razem, mówią do mojego ojca: -To twój syn? Wykapany tata! Całe podwórko ma ze
mnie niezły ubaw. Nie raz siadają z popcornem i puszkami Coca coli na ławce
przed moją klatką, wiedząc, że jak tylko będę zbierać się na trening, wszyscy
sąsiedzi będą podpytywać kiedy znajdę sobie dziewczynę! Serio!?!? Jakby tego
było mało już nikt nie woła mnie po imieniu. Zawsze tylko:
-Antek!!! Staniesz na bramce? Brakuje nam
zawodnika!
... albo:
-Tosiek! Idziesz dzisiaj z nami na podryw?
Przyjadą kuzynki Olka! - kurcze blade no, ile można!? No właśnie, ile tak można?!
Trenuję piłę nożną odkąd pamiętam. Pięć treningów
tygodniowo plus mecze wyjazdowe, ale tak na moje oko to ciągle gram jak baba.
Ostatnio zaliczyłam taką glebę przy okazji nie trafiając w piłę, że ojciec po
raz pierwszy krzyknął: To moja córka! Żałowałam, że nie trafiłam twarzą w
kałużę, tylko tyłkiem. Przynajmniej nikt nie musiałby widzieć mojego upokorzenia.
Mogłabym udawać, że bawię się w chowanego jak małe dzieci, które zakrywając
twarz dłońmi, sądzą, że ich nie widać.
Tak na marginesie, jakbyście nie ogarneli. Nazywam się Antonina,
po prababce. Miało być tak ładnie, dziewczęco, ale zamiast Antosieńki wyszedł
Tosiulek i największy kibic piłki nożnej, zaraz po moim ojcu ma się rozumieć.
Od czasu do czasu te nasze rytuały sprawiają
mi przyjemność, przyznaję. Chociaż wtedy wydaje mi się, że jestem dla niego
ważna. Czasami zapyta co tam w szkole i mimo, że wiem, że to takie pytanie
śmieć, to w sumie chętnie odpowiadam. Wydaje się słuchać. Tylko wtedy, gdy pyta:
-Antek, a kim ty chcesz właściwie być? - staram się nie odpowiadać, bo wiadomo, żaden stary od swojego „syna” nie chce
usłyszeć:
-Tato, chcę być KOBIETĄ! - to tak jakbym miała udowadniać coś, co ani
trochę nie jest bliskie prawdy.
Więc gdy ojciec się mnie pyta, nie ma co
odpowiadać. Wystarczy wskazać na koszulkę z napisem Lewandowski i uśmiechnąć
się w stylu „Nie wierzę, że pytasz tato!”. Tak to już u nas wygląda. Szczerością
nie grzeszymy, przynajmniej nie ja.





Comments
Post a Comment